Człowiek i zwierzęta
A człowiek? Można by wnioskować, że jest to byt otwarty, niedokończony, mający liczne, a może i nieskończone możliwości odchyleń i alternatyw. Czy słusznie?
Postacią w najmocniejszy sposób łączącą ludzkie i zwierzęce jest Ojciec, który w jednym z opowiadań (Ptaki) upodabnia się do ptaka (a może i zmienia się w niego – w kondora, o którym mowa później w Karakonach), w innym (Karakony) – w karalucha, w jeszcze innym (Ostatnia ucieczka ojca) w bliżej nieokreślonego skorupiaka. Nie sposób nie skonfrontować tych przemian z doktryną, wygłaszaną przez niego w Traktacie o manekinach. Ojciec mówi tam o doskonałości tworów Demiurga – mnogości rodzajów, odnawiających się swą własną siłą. Ta doskonałość jest zapewne zaobserwowaną wyżej u zwierząt „doskonałością bez wyjścia”, doskonałością pełnego, zupełnie wykończonego bytu. Przywodzi to na myśl poruszany we wcześniejszym wpisie wątek gwałtu na materii – być może jest nim również demiurgiczna kreacja, zamykająca materię w formie doskonałej, ale bezwyjściowej.
Jednym z rodzajów odnawiających się swą własną siłą jest rodzaj ludzki – też przecież stworzony przez Demiurga (bo przez kogo innego?). Wbrew powyższemu przypuszczeniu o otwartości i niedokończeniu, człowiek również jest efektem gwałtu na materii (jak inaczej czytać przywoływany już wcześniej fragment Traktatu: „Bo przecież płakać nam, moje panie, trzeba nad losem własnym na widok tej nędzy materii, gwałconej materii, na której dopuszczono się strasznego bezprawia”?). Gdzie więc miejsce na otwartość i niedokończenie?
Być może w geście? Zwierzę nie może go wykonać, bo jego aktywność jest sterowana przez rodzajową „pamięć ciała” – a więc w zasadzie właśnie przez formę nadaną materii (w opowiadaniu Nemrod tak mówi się o tytułowym psie: „W obliczu każdej nowej sytuacji daje nura w swoją pamięć, w głęboką pamięć ciała, i szuka omackiem, gorączkowo – i bywa, że znajduje w sobie odpowiednią reakcję już gotową: mądrość pokoleń, złożoną w jego plazmie, w jego nerwach”). Człowiek – choć jego materialny kształt jest mu dany – może wykonywać gesty (roboczo przyjmuję tu założenie, zgodnie z którym koniecznym warunkiem postrzegania czegoś jako gestu jest istnienie alternatywy: możliwości niewykonania danego gestu). Oleg Kulik (na poniższym zdjęciu) może wykonać gest bycia psem dlatego, że jest człowiekiem (i dlatego, że nie jest psem).

Ale czy tak rozumiany gest wystarcza do wypełnienia projektu Ojca? Chyba nie, projekt ten zakłada bowiem, jak się zdaje, przekroczenie ludzkiej perspektywy i wyjście poza formę ludzką taką, jaką stworzył ją Demiurg. A jako forma materii człowiek jest zapewne dla Ojca bytem równie zamkniętym jak pozostałe kreacje Demiurga (zdanie z Nemroda o relacji między człowiekiem i zwierzętami pochodzi z ust Józefa, który nie jest przecież wyznawcą materialistycznej doktryny swego ojca).
Zdaje się, że Ojcu chodzi o choćby lokalne przełamywanie łańcucha reprodukujących się, ustalonych odgórnie rodzajów (ludzkich, zwierzęcych, jakichkolwiek). Sformułowanie „dla każdego gestu inny aktor” w konsekwencji może oznaczać dążenie do wyeliminowania jakiejkolwiek pamięci ciała, czy w ogóle jakiejkolwiek pamięci wykraczającej poza czas trwania gestu. W tym sensie zwierzęta powtarzające gotowe reakcje zdają się stanowić, mimo swej specjalizacji, antytezę pojęcia manekina.
Skąd zatem fascynacja Ojca zwierzętami i jego zwierzęce metamorfozy? Wydaje się, że bardziej niż o świadome przemiany chodzi tu o otwarcie się na ruch materii, przełamujący granice między rodzajami. Ojciec nie staje się karakonem dlatego, że karakon jest bytem szczególnie interesującym; nie od Ojca zależy, czym się stanie, on nad tym nie panuje. Jego przemiana jest jednak realizacją wyznawanej przezeń materialistycznej doktryny o tyle, o ile jest przybraniem przez materię nowej formy w sposób inny niż przez standardową reprodukcję rodzaju.
W Traktacie o manekinach jako najbardziej fascynujące przedstawione są te efemeryczne formy życia, które powstają, gdy pozostawi się materię samej sobie – w starych mieszkaniach, w zapomnianych pokojach. Być może zatem Ojcu chodzi między innymi o stwarzanie możliwości, w których materia będzie mogła rozwijać się zgodnie z własnym immanentnym pędem, nie wchodząc w narzucone przez Demiurga formy. Byłoby więc to coś idącego znacznie dalej niż wolność ludzkiego gestu w jego tradycyjnym rozumieniu.


